niedziela, 12 maja 2013

Twelfth



Pocałunek był przepełniony tęsknotą oraz pewnego rodzaju miłości. Nigdy w swoim życiu nie całowałem z taka pasją drugiej osoby. Chciałem aby trwał wiecznie, lecz w końcu musieliśmy oderwać się od siebie, gdyż zabrakło nam powietrza. Zrobiliśmy to niezbyt chętnie, ponieważ dla każdego z nas był bardzo ważny. Dzięki niemu zdałem sobie sprawę z tego, że nie jestem obojętny Harrey'emu, z czego bardzo się ucieszyłem. Zawsze myślałem, że nigdy nie spotkam osoby, która pokocha moje wszystkie wady. Nigdy nawet nie marzyłem o tym, myślałem, że po prostu przed ukochaną osobę będę musiał udawać innego człowieka, ale teraz wiem, że on też posiada wady i wcale nie jestem z tego powodu smutny, ponieważ wady oraz zalety tworzą z nas poszczególne osoby i na całym świecie nie znajdziesz ludzi, którzy pod każdym względem są tacy sami.

Już po chwili znów trwaliśmy w głębokim pocałunku. W tej chwili najważniejsze dla mnie było to, aby poczuć ciało Harry'ego bliżej swojego, aby poczuć jego usta pieszczące moją szyję i nie tylko... Chciałem, aby te jego osiemnaste urodziny były najpiękniejsze na świecie, chcę aby je zapamiętał. Lekko popchałem go na sofę, która znajdowała się w najciemniejszym zakamarku tutejszego klubu. Gdy tylko Harry upadł na nią, usiadłem na nim okrakiem i przyssałem się do jego szyi. Moim uszom nie uszło jego cichutkie jęknięcie, na które szeroko się uśmiechnąłem. Chciałem go naznaczyć , więc już po chwili na jego szyi widniała dość sporych rozmiarów malinka. Teraz byłem pewny, że Curly jest tylko i wyłącznie mój.

Delikatnie ściągnąłem z niego marynarkę, lecz nie pozwolił mi to samo zrobić ze swoją koszulą. Złapał mnie za nadgarstki i przekręcił nas tak, że teraz ja byłem pod nim. Na moich ustach złożył długi oraz namiętny pocałunek. Zamknąłem oczy rozkoszując się jego dotykiem, który po chwili już nie czułem. Zdezorientowany otworzyłem oczy, najgorsze w tym wszystkim było to, że nie było go tutaj. Po prostu wyszedł i nawet nic mi nie powiedział. Poczułem się odepchnięty. Na początku mówi, że coś do mnie czuje, a teraz tak po prostu wychodzi z pokoju pozostawiając mnie z problemem w spodniach. Dlaczego on mi to robi? Dlaczego daje nadzieję, że może kiedyś będziemy razem?

Po moim policzku popłynęła jedna, malutka łza. Wiedziałem, że jestem słaby, ale nie przypuszczałem, że tak bardzo. Zranił mnie tym, że odszedł w chwili, w której chciałem, żeby był przy mnie blisko. Już myślałem, że wszystko będzie dobrze, że będzie tak jak w Paryżu. Jestem ofiarą nieszczęśliwej miłości. Z moich oczu coraz więcej lało się łez, które próbowałem rękawem zetrzeć, ale niezbyt dobrze mi to wychodziło. Powoli wstałem z kanapy i ruszyłem w stronę drzwi. Najważniejsze dla mnie w tej chwili było to, aby jak najszybciej wydostać się z tego pomieszczenia oraz z tego lokalu. O niczym innym nie marzyłem tak mocno. Może nie była to do końca prawda, ale trzymajmy się tego, iż tak było.

Wybiegając z klubu na kogoś wpadłem. Szerzej otworzyłem oczy, gdy usłyszałem ten przepiękny, seksowny głos, który pytał się mnie dlaczego nie jestem w klubie. Popatrzyłem na niego spode łba. Gdy zobaczył moje zapuchnięte i czerwone oczy, mocno mnie przytulił i zaczął przepraszać za to, że mnie zostawił, ale chciał coś przynieść dla nas. W ręce trzymał duże pudełko oraz butelkę szkockiej. Poczułem, że na moją twarz wyszedł dorodny rumieniec, gdyż właśnie w tej chwili zdałem sobie z tego sprawę, że tak naprawdę Harry lubił mnie i chciał, aby ta noc była wspaniała.
-Mam pomysł. Louis chodźmy do mojego domu. Nikogo w nim nie ma, więc można trochę zaszaleć.
-Ale przecież to są twoje urodziny. Nie możesz tak po prostu stąd wyjść.

Wyciągnął ręce, aby zetrzeć moje łzy. Na swojej twarzy poczułem jego dłoń, która delikatnie mnie głaskała. Na czubku głowy złożył pocałunek, który sprawił, że nogi ugięły się pode mną. Chwycił mnie za rękę i zaczął prowadzić w dół ulicy, która najprawdopodobniej prowadziła do jego domu.

Noc była spokojna. Na niebie świeciły miliony jasnych gwiazd oraz księżyc w pełni. Wiatr leciutko wiał sprawiając, że nasze włosy rozwiewane były na wszystkie strony. W oddali zobaczyłem ogromny budynek, które należał do rodziny Stylesów. Zbudowany był w stylu wiktoriańskim, co sprawiło, że wyglądał zjawiskowo. Nigdy w nim nie byłem do tej pory, ale mam nadzieję, że teraz będę jego stałym bywalcem.

Harry popchnął mnie w stronę drzwi, które już po chwili były otwarte. Do mojego nosa doszedł prześliczny zapach pieczonych ciasteczek oraz różnego rodzaju kwiatów, których zapewne w życiu nigdy nie widziałem. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu, w którym znajdował się zastawiony stół pełen jedzenia oraz kwiatów.

Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Czyżby zrobił to dla mnie. Nigdy nie pomyślałbym, że Curly jest takim romantykiem. Zawsze myślałem, że jest człowiekiem, który lubi robić szalone rzeczy, a tu taka niespodzianka. Mimo tego, iż są to jego osiemnaste urodziny, sam przygotował tą kolację dla mnie. Myślę, że chciał przez to pokazać mi jak bardzo zależy mu na mnie. Nie powiem, udało mu się mnie zachwycić. Sprawił, ze wszystkie moje wnętrzności zrobiły koziołka ze szczęścia.

Podczas kolacji czas upłynął nam strasznie szybko. Nim się spostrzegliśmy była już północ. Harry poszedł po kolejną butelkę czerwonego wina. Leciutko całując mnie poprosił, abym wstał i do ręki wziął nasze kieliszki. Wolną rękę zaplótł z moją. Zaczął mnie prowadzić na górę- najprawdopodobniej do swojej sypialni.

Gdy otworzył drzwi, moim oczom ukazało się jego królestwo, a mianowicie duży pokój, w którym na samym początku zobaczyłem ogromne, ciemne pianino, na którym zapewne często grywał ulubione utwory. Na środku pomieszczenia znajdowało się dwuosobowe łóżko. Według mnie zmieściłoby się na nim z pięć osób, gdyż miało pokaźne rozmiary. Na ścianach widniały jego zdjęcia oraz wielka fototapeta przedstawiająca Wieże Eiffla. Oglądając ją, przypomniałem sobie wspaniałe widoki, które mogłem zobaczyć miesiąc temu. Tak bardzo tęskniłem za tamtymi beztroskimi chwilami w Mieście Miłości.

Curly odebrał ode mnie kieliszki, które już po chwili napełnione były szkarłatnym napojem. Podał mi jedna z nich. Mogłem w swoich ustach poczuć cierpki smak trunku, który powoli ubywał. Wino może i było cierpkie, ale mi smakowało. Wyglądało na drogie. Nie dane było mi się nad tym długo zastanawiać, gdyż Hazza naparł na mnie całym ciałem. Wyciągnął kieliszek z mojej ręki i postawił go na pobliskim stoliku. Nie mogłem się doczekać kiedy znów poczuję jego wspaniałe usta na mojej szyi. Na szczęście po krótkiej chwili sprawił, że moje marzenie się spełniło.

Popchnął mnie na łóżko. Swoimi ustami zacięcie atakował moje. Delikatnie ugryzł moja dolną wargę, prosząc o rozchylenie ich, aby mógł swoim językiem toczyć wojnę o dominację. Z każdą upływającą sekundą nasze ciała były coraz bardziej rozgrzane. W powietrzu można było wyczuć pożądanie oraz miłość. Poczułem jego dłonie wędrujące po moim brzuchu. Chciałem aby zrzucił ze mnie te wszystkie ubrania, chciałem poczuć go całym swoim ciałem. Delikatnie ściągnął ze mnie koszulę. Swoimi mokrymi pocałunkami naznaczył drogę na moim torsie. Co chwilę zostawiał na niej różowe malinki. Chciałem też, go naznaczyć, więc przekręciłem go tak, że teraz to ja byłem na górze. Zaatakowałem jego usta, bezczelnie wpychając do nich swój język. Zacząłem go delikatnie pieścić przez jeansy. Trzeba przyznać, że też był niezwykle podniecony.

-Louis. Chcę cię poczuć w sobie.
-Jesteś tego pewien?
-Lou, kochanie jestem tego pewny.
-Ale ja jeszcze nigdy tego nie robiłem z chłopakiem.
-No to fajnie. Jest nas dwóch. Nie martw się na pewno będzie wszystko dobrze.
-Masz chociaż gumki?
-Przecież nie zajdę w ciążę. Jestem pewien, nie jesteś nosicielem HIV, więc proszę
- Ok.No to zaczynajmy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz