Jest już dwadzieścia po siódmej. Zaspałem. Szybkim krokiem wszedłem do łazienki. Poranna toaleta, fryzura. Nawet nie zdążę zjeść śniadanie. Moja mama chyba mnie zabije. Przy stole siedzą już moje siostry, które zajadają płatki z mlekiem. Chwyciłem kanapkę i wybiegłem z domu. Szybkim krokiem ruszyłem do szkoły. Nie wypada drugiego dnia spóźnić się do szkoły.
Przy szkole dopiero zwolniłem. Jest za 5 ósma. Okej może się nie spóźnię. Gdzie jest ta cholerna szatnia? No tak Eleonor wczoraj nie pokazała mi gdzie ona się mieści. No to fajnie.
-Mogę ci w czymś pomóc?
-Gdzie jest szatnia.
-Chodź za mną, zaraz ci ją pokarzę.
Brunetka zaprowadziła mnie do szatni. Pokazała mi, która szafka jest moja. Uśmiechem podziękowałem jej. Można powiedzieć, że była ładna. Widać było, że spodobałem się jej, ponieważ ciągle się na mnie patrzyła. Czy one nie mogą zrozumieć, że w tej chwili nie chcę się z nikim spotykać. Może życie jest straszne. Jeszcze do niedawna chciałem, aby dziewczyny zwracały na mnie uwagę, ale to się już zmieniło. Nie moja wina.
Zadzwonił dzwonek. Biologia. Jak ja nie cierpię tego przedmiotu. Po co mi jakaś genetyka, czy choćby choroby układu oddechowego. Jak ja tego nie lubię. Usiadłem w ostatniej ławce. Prze de mną usiadły dwie dziewczyny. Do sali weszła młoda kobieta. Może nie będzie bardzo wymagając. Chodź wątpię w to.
Na samym końcu do sali wszedł Harry. Usiadł w pierwszej ławce z jakąś blondynką. Trochę smutno mi się zrobiło, ponieważ myślałem, że może znów ze mną usiądzie. Niestety znów się myliłem.
Nauczycielka zaczęła opowiadać o wymaganiach oraz o programie nauczania. Jednym słowem nuda. Nienawidzę początku roku szkolnego. Może gdybym był w starej szkole było by inaczej. Tam przynajmniej znałem kilka osób, z którymi miałem nawet dobry kontakt. Wszystko się skomplikowało, gdy mama mi powiedziała, że się wyprowadzamy. N a początku byłem strasznie na nią zły, ale teraz myślę, że to nie musi takie być. Co z tego, że nikogo tutaj nie znam. Liczy się to, że nikt nic nie wie o mnie. To jest teraz dla mnie najważniejsze. To co działo się w tamtej szkole, zostaje w jej murach. Teraz mogę wszystko zacząć od nowa.
***********
Nareszcie dzwonek. Dzięki bogu mogę już iść do domu. Dzisiejszy dzień był okropny. Nauczyciele są strasznie wymagający. Już jutro mam pierwszą kartkówkę z matematyki. Na pewno pójdzie mi dobrze, ponieważ matma jest moim ulubionym przedmiotem, a z tego co słyszałem ma być ona powtórką z poprzednich lat. Jednym słowem pestka.
Wychodząc z klasy podeszła do mnie Eleonor. Zapytałam mnie, czy nie miałbym ochoty pójść z nią na herbatę do pobliskiej kawiarenki. Zgodziłem się. Ruszyliśmy w stronę parku. Całą drogę rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Eleonor to naprawdę miła dziewczyna. Do tego jest strasznie inteligentna i w ogóle piękna. Myślę, że może kiedyś zostaniemy przyjaciółmi. Jako jedyna z mojej nowej klasy dzisiaj się do mnie odezwała. Poczułem się trochę niechciany. Wiem, że wszyscy się już dobrze znają, ale to nie oznacza, że muszą mnie izolować. Przecież nie jestem jakimś kosmitą.
Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie Eleonor.
-A tak właściwie to skąd tutaj przyjechałeś?
-Do tej pory mieszkałem w Doncaser, ale moja mama dostała propozycję pracy w tym mieście, więc tutaj się przeprowadziliśmy.
-No to współczuję ci. Musiałeś przeprowadzić się z miasta, w którym miałeś przyjaciół, dziewczynę. Ja nigdy na szczęście nie byłam w takiej sytuacji.
-Nie jest aż tak źle. Mogło być gorzej. Istnieją telefony komórkowe oraz twitter więc spokojnie mogę się z nimi kontaktować.
-Na pewno strasznie tęsknisz za nimi?
-Strasznie. Możemy o tym nie mówić.
-Oczywiście.
Popołudnie strasznie szybko zleciało. Przesiedzieliśmy z El w kawiarni dobre dwie godziny. Czas z nią spędzony był za krótki. Obiecaliśmy sobie, że jutro po szkole też tutaj przyjdziemy.
Dowiedziałem się o niej wiele rzeczy. Jest jedynaczką. Ma kotka o imieniu Daisy oraz 2 ryby. Kocha zwierzęta. W przyszłości chce zostać prawnikiem. Mieszka niedaleko mnie w dużej willi z basem i kortem tenisowym. W połowie jest hiszpanką. Jej mama pochodzi z Madrytu. Wciąż narzekała na to, że nie odziedziczyła po niej kręcone, czarne włosy oraz brązowe oczy.
************
Wchodząc do domu usłyszałem okropne wrzaski. No tak, przecież mam cztery siostry: Lottie, Fizzy oraz bliźniaczki Daisy i Phoebe. Nigdy nie widziałem bardziej nieznośnie dziewczyny. Ciągle się o coś kłócą. Jak nie o lalki to o bajkę, którą mają obejrzeć. Masakra, ale mimo to je bardzo mocno kocham.
-O Louis już wróciłeś. Jak tam w szkole?- Kurczę, jak ja nie lubię takich pytań. A jak niby miało być. Nauka, nauka i jeszcze raz nauka.
-Nie było aż tak źle. Mogło być gorzej.
-To dobrze. Ja idę zaraz do pracy. Zaopiekuj się siostrami. Możesz coś ugotować. Pa
-Do zobaczenia.
Kolejne popołudnie zapowiada się nudno. Ja i cztery siostry. Super. Czy mam do mamy żal? Chyba nie. Ja też na jej miejscu odszedłbym od takiego męża. Wiem, że to wszystko przez tą chorobę. Alkoholizm zmienia ludzi. Dla nich najważniejsza jest wódka a nie najbliższa rodzina. Wiele nocy zastanawiałem się ile jeszcze moja mama z nim wytrzyma. Rok, dwa? Po całych trzech latach opuściła moje rodzinne miasto Doncaser i przeprowadziła się tutaj. Teraz dużo pracuje, aby wyżywić sześcioosobową rodzinę. Wiem, że chce dla nas jak najlepiej, ale to wszystko mnie przerasta. Od 7 do 15 szkoła, a potem opieka nad rodzeństwem.
Z uśmiechem podszedłem do sióstr.
-No to pora na odrabianie zadań domowych- usłyszałem jęki-. Wiem, że tego nie lubicie. Zresztą ja też, ale trzeba mieć jakieś wykształcenie, więc do roboty. Zaczniemy od matmy czy angielskiego.
-Anglik- chórem odpowiedziały.
Ruszyliśmy do kuchni. Po kolei wyciągaliśmy książki. Bliźniaczki miały przeczytać tekst,Fizzy miała zrobić ćwiczenia, a Lottie opisać swoje wakacje. Ja znów miałem jakiś głupi teks do przeczytania oraz napisać streszczenie jakiegoś mitu. Zaczyna się harówka.
Po dwóch godzinach odeszliśmy od stołu, jednym słowem koniec zadań. Była już godzina 20 więc poszliśmy zrobić sobie coś do jedzenia. Właściwie to tylko ja robiłem kanapki, ponieważ dziewczynki poszły oglądać telewizor. Jak ja je kocham. Nie wiem co bym zrobił, gdyby ich nie było. Chyba nie dałbym sobie wtedy rady ze swoim życiem. To tylko i wyłącznie dla nich jeszcze żyję. Nieraz miałem myśli samobójcze, ale wiem, że one nigdy by przez coś tak traumatycznego nie przeszły. Byłem dla nich starszym bratem, do którego ze wszystkimi problemami mogły przyjść. Ostatnio zastępuje im też tatę, chodź wiem, że chciałyby takiego prawdziwego ojca, który wieczorami czytałby im książki. Nigdy nim nie będę. Mam tylko 18 lat. Moje życie jest przepełnione smutkiem. Tylko one trzymają mnie przy życiu.
Fajne *,*
OdpowiedzUsuń